Sprint do serwisu, torebka monet i hojni klienci

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 3 godz. 15 min.
💵 108,7 zł (18,12 zł napiwków)
💰 33 zł na godzinę
🛒 10 dostaw / 50 km
🍔 Uber / Wolt / Bolt
Dzień zaczęłam pędząc jak dzik do serwisu rowerowego na Jagodnie. Jechałam tak szybko, że cały wyjazd – 6 km w jedną stronę, sprawdzenie roweru i kolejne 6 km powrotu do domu – zajął mi zaledwie pół godziny. Sama nie wiem, jak to zrobiłam, ale dla sprawnego roweru jestem w stanie dokonać prawdziwych cudów. 😄
Wyjeżdżałam z domu w kiepskim nastroju. Byłam zła, poirytowana i zwyczajnie smutna przez te ciągłe problemy z rowerem. Na światłach zagadała do mnie jednak przemiła, uśmiechnięta pani. Zaczęłyśmy rozmawiać o rowerach, a potem nawet o opaleniźnie. Na początku nie miałam najmniejszej ochoty na rozmowę, ale wystarczyła chwila, żebym poczuła się trochę lepiej. Czasem naprawdę jedno przypadkowe spotkanie potrafi poprawić humor.
Do serwisu pojechałam po to, żeby zasięgnąć drugiej opinii na temat hałasu dochodzącego z roweru. Mechanicy od razu profesjonalnie wszystko sprawdzili, przejechali się moim rowerem i praktycznie od razu usłyszeli to charakterystyczne brzęczenie. Ich diagnoza była taka sama jak wczorajszego serwisu – problem leży w przedniej zębatce. Jest już zużyta i kwalifikuje się do wymiany, a wyciągnięty łańcuch uderza o zębatkę, powodując ten irytujący hałas.
Nie ukrywam, że bardzo mi ulżyło. W końcu dwie niezależne opinie potwierdziły to samo, więc jest spora szansa, że po wymianie zębatki i napędu problem zniknie. A ja należę do osób, które muszą mieć pewność. Dopiero wtedy mogę spać spokojnie.
Po powrocie do domu dosłownie wparowałam do mieszkania, złapałam plecak, zegarek, bidon z wodą i ruszyłam na delivery. Pogoda była wręcz idealna do pracy – pełne słońce, około 28°C i prawdziwy letni upał. Grzechem byłoby nie wyjechać.
Początek zapowiadał się jednak słabo. Przez dłuższą chwilę panowała kompletna cisza i nawet przez moment pomyślałam, czy nie wrócić do domu. Na szczęście wpadło pierwsze zamówienie, potem kolejne i kolejne. Z każdą godziną robiło się coraz lepiej, a finalnie wyszła całkiem przyzwoita godzinówka. Do tego klienci byli dziś wyjątkowo hojni – uzbierało się aż 18 zł napiwków.
Pierwszy odezwał się Uber. Ramen, około 2,5 km za 6 zł, zamówienie gotówkowe. Klient zapłacił i zostawił mi aż 7 zł napiwku, co było bardzo miłym początkiem dnia.
Chwilę później Wolt dorzucił podwójne zamówienie – około 2,5 km za 17 zł. Najpierw odbiór ogromnej ilości ciężkich pierogów, na które musiałam chwilę poczekać. Siedząc w restauracji wykorzystałam ten czas, żeby porobić kilka zdjęć. Następnie po drodze odebrałam sushi, a oba zamówienia trafiły praktycznie na tę samą ulicę.
Kolejne było zamówienie z Auchana przez Wolta – około 3,8 km za 13 zł.
Podczas oczekiwania na światłach nagle usłyszałam potężny huk. Obok mnie stali inni rowerzyści, a ja odruchowo krzyknęłam:
– O kurczę, przywalił w ten ładny samochód!
Rzeczywiście doszło do kolizji. Z nowego, sportowego i zapewne bardzo drogiego auta wysiadł zdenerwowany kierowca i zaczął krzyczeć na osobę, która w niego wjechała. Szczerze mówiąc, trudno mu się dziwić. Samochód wyglądał na praktycznie nowy i szkoda było patrzeć, jak został uszkodzony.
Na szczęście ruch na ulicach był dziś zaskakująco niewielki, więc mimo wysokiej temperatury jeździło się naprawdę przyjemnie. Jedynym minusem był mój rower. Cały czas wydawał z siebie irytujące brzęczenie, które skutecznie przypominało mi, że z wymianą części nie ma już co zwlekać. Na razie jednak pozostaje tylko uzbroić się w cierpliwość.
Później Uber wysłał podwójne zamówienie – około 5,5 km za 15 zł. Pierwszy klient był blisko, drugi już znacznie dalej, aż w stronę Siechnic, a dokładniej okolic Radomierzyc.
W drodze powrotnej długo nic nie wpadało, aż niespodziewanie odezwał się Bolt. To rzadkość, więc oczywiście przyjęłam kurs. Pizza, około 3,7 km za 12 zł.
Następnie Uber z kebabem – pierwsze zamówienie około 2 km za 7 zł, po chwili dobrało kolejne za dodatkowe 7 zł. Łącznie wyszło około 6 km za 14 zł. Drugie zamówienie było gotówkowe i klient wręczył mi… całą reklamówkę monet. Była naprawdę ciężka. Nie miałam czasu wszystkiego liczyć na miejscu, więc zaufałam, że kwota się zgadza. Dopiero później sprawdziłam i okazało się, że wszystko było policzone idealnie, a nawet dostałam 61 groszy więcej.
Na zakończenie dnia odebrałam jeszcze zamówienie z Pizza Hut na Bielanach. Dostawa była do pobliskiego hotelu. Przed wejściem czekał Koreańczyk, który wręczył mi 10 zł napiwku. Bardzo miły gest i świetne zakończenie całego dnia.
Wracając do domu przez Bielany i Ślęzę zatrzymałam się jeszcze na chwilę, żeby zrobić kilka zdjęć rzeki i okolicy. Pomyślałam, że przydadzą się później na bloga. Pogoda dopisała, krajobrazy wyglądały pięknie, choć upał dawał się już mocno we znaki.
Do domu wróciłam cała spocona, więc pierwsze, co zrobiłam, to wskoczyłam pod prysznic. Po wczorajszym ciężkim i frustrującym dniu dzisiejsza zmiana była naprawdę miłą odmianą. Nadal czeka mnie wymiana części w rowerze, ale przynajmniej odzyskałam nadzieję, że problem w końcu uda się rozwiązać.








