Superwoman na delivery

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 5 godzin
💵 105,54 zł (2 zł napiwku)
💰 21 zł na godzinę
🛒 8 dostaw / 60 km
🍔 Wolt / Uber / Bolt
To było chyba najwolniej zarobione 100 zł w mojej „karierze„. Serio, czułam się, jakbym te stówę robiła pięć lat, a nie kilka godzin.
Dalekie trasy, dużo kręcenia się bez sensu, zero flow. Na sam koniec jeszcze wisienka na torcie – deszcz złapał mnie jadąc 6 km do klienta, a wracając już się tylko rozkręcał. Przemokłam porządnie, bez negocjacji.
Co ciekawe, dziś Bolt dawał najwięcej sensownych kursów. Jedno zamówienie odrzuciłam, bo było totalnie w miasto, a dziś centrum = światła + stanie + nerwy.
Wolt coś słabiutko – mam wrażenie, że stawki się zepsuły.
A Uber… to już była totalna odklejka: 5 km za 10 zł. Do dziś nie wiem, po co to wzięłam – chyba tylko po to, żeby w końcu dobić do stówy, bo inaczej zeszłabym z roweru dopiero jutro.
Jak tylko zaczęło mnie wywiewać blisko centrum, to spierniczyłam w swoją stronę. Nie miałam absolutnie ochoty bawić się w stanie na światłach i patrzenie, jak czas leci, a kasa nie.
W Pizza Hut oczywiście 15 minut czekania – standard.
Standardowa też była zjebka od kierowcy i symboliczne puknięcie się w czoło, bo nie spodobało mu się moje włączanie do ruchu. Chwila złości, chwila wkurwu… i minęło.
Bo zaraz potem wydarzyło się coś, co uratowało mi humor.
Jadąc z jedzeniem, zobaczyłam, jak dzieciom z przedszkola przez ogrodzenie wypadła piłka na ulicę. Zatrzymałam się, podniosłam ją i rzuciłam im z powrotem. Podeszły do ogrodzenia, mega ucieszone, dziękowały, machały mi na pożegnanie…
I serio – to było przeurocze 🥹
W tym momencie poczułam się jak bohater z peleryną.
Taki Superman, tylko na rowerze. Albo Superwoman 🚴♀️🦸♀️
I wiecie co?
Dla takich momentów czasem warto nawet przemoknąć.


