TRACH! Czyli jak zakończył się dobry dzień

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
3.5 godziny
💵 94,06 zł (0 zł napiwków)
💰 26 zł na godzinę
🛒 8 dostaw / 45 km
🍔 Wolt / Uber / Bolt

Co się dzisiaj odwaliło…
Naprawdę długo to ze mnie schodziło.

Zacznę od tego, że dzień był deszczowy. Na początku jeździłam w lekkiej mżawce i… paradoksalnie szło bardzo ładnie. W pierwszej godzinie miałam prawie 50 zł, więc humor dopisywał, myślałam sobie: o, to będzie dobry dzień.

Potem wyszło słońce – i jak ręką odjął. Godzina totalnej ciszy, zero zamówień. Dopiero później odezwał się Bolt, dając dwa kursy. A potem… wjechał Uber, cały na biało.

Serio – jak to teraz piszę, nadal trzęsą mi się ręce, a serce wali jak młot.

W plecaku wiozłam dwa zamówienia:
👉 3 pizze
👉 3 lody

Już przy odbiorze pizz czułam, że dokładanie kolejnego zamówienia to ryzyko, ale… no cóż – pazerność wygrała z rozsądkiem. Skusiłam się.

Jadę ścieżką rowerową i nagle… TRACH.
Najpierw dźwięk, potem to charakterystyczne uczucie, że tylna opona nie zachowuje się normalnie. Zsiadam z roweru, oglądam – i wszystko jasne. Wbity wielki gwóźdź prosto w oponę.

Jeszcze przez chwilę miałam nadzieję, że może cud, że wyjmę go i jakoś dojadę, że powietrze nie zejdzie. Chwytam za gwóźdź… łamię go w połowie, a powietrze schodzi momentalnie. Koniec złudzeń.

Wtedy dotarło do mnie jedno: nie dowiozę jedzenia.
To już koniec pracy na dziś.

Próbuję wyjąć resztę gwoździa, rower się przechyla i leci na ścieżkę, a razem z nim telefon, który uderza o asfalt. W międzyczasie wdeptuję w jakieś g*o albo błoto**, buty całe uwalone, nerwy na granicy.

Musiałam napisać do supportu i wytłumaczyć sytuację, ale byłam tak roztrzęsiona, że nie mogłam nawet znaleźć ikonki kontaktu. Klikałam gdzie popadnie, motałam się w aplikacji, ręce mi się trzęsły jak galareta. Do tego trzeba było zadzwonić do dwóch klientów i powiedzieć im, że nie przyjadę z jedzeniem. Jedna z gorszych rozmów w tej robocie.

Potem dzwonię po chłopaka, żeby przyjechał i pomógł z rowerem. Ledwo udało się go zmieścić do auta – rower wystawał, bagażnik otwarty, wyglądało to dość dramatycznie.

Ktoś mógłby pomyśleć: „No dobra, masz 3 pizze i 3 lody, o wartości 200 zł, to przynajmniej się najesz”.
Ale serio? W ogóle mi na tym nie zależało. Wolałam normalnie dowieźć zamówienia, dostać wynagrodzenie i mieć spokój, niż taki cyrk i stres.

Teraz bilans jest prosty:
👉 wymiana tylnej opony / dętki – około 200 zł,
👉 do tego transport roweru do serwisu,
👉 stracony dzień i nerwy.

Taki dzień, który zaczyna się świetnie, a kończy gwoździem w oponie i sercem w gardle 🚴‍♀️😵‍💫

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *