Uber dziś oszalał! Zamówienia bez przerwy i kurs za 77 zł!

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 3 godz. 40 min.
💵 140,52 zł (0 zł napiwków)
💰 38 zł na godzinę
🛒 11 dostaw / 55 km
🍔 Uber
W lipcu zrobiło się… jesiennie. 🍂🌧️
Pochmurno, wietrznie, zimno i deszczowo. Taka pogoda skutecznie odbiera chęci do wychodzenia z domu. Długo zastanawiałam się, czy w ogóle dziś wyjechać na miasto, ale ostatecznie stwierdziłam, że choć trochę pojeżdżę.
Ubrałam się cieplej, bo wiatr dawał się we znaki. Na szczęście deszcz tylko chwilami kropił, a zanim rozpadało się na dobre, zdążyłam już wrócić do domu. Wyskoczyłam dosłownie na chwilę, a wyszło dużo lepiej, niż się spodziewałam.
Godzinówka była rewelacyjna – dawno nie miałam tak dobrego wyniku. Uber dosłownie zasypywał mnie zleceniami. Nie zdążyłam dostarczyć jednego zamówienia, a już wpadało kolejne. Odrzuciłam chyba z dziesięć kursów z rzędu, bo były zbyt dalekie albo kompletnie nieopłacalne. Trafiła się też prawdziwa perełka – 15 km za aż 77 zł! Kusząca oferta, ale prowadziła na wioskę, a powrót oznaczałby jazdę na pusto. Uznałam, że lepiej zrobić kilka krótszych kursów i zostać w mieście.
Wolta nawet nie zdążyłam uruchomić, bo przez cały czas jeździłam wyłącznie na Uberze. Podejrzewam, że tak duża liczba zamówień była efektem kiepskiej pogody oraz mniejszej liczby kurierów. Ostatnio Uber pozbył się części osób, które nie miały umowy o pracę, więc chętnych do realizacji dostaw jest po prostu mniej.
Starałam się wybierać krótsze kursy oraz takie, które prowadziły w stronę mojego rejonu. Zaczęło się od baru z rosołkiem – 8 km za 21 zł. Później zawrotka i ponownie Gaj, tym razem po koreańskie jedzenie oraz Pasibusa. U klienta trochę się zakręciłam i przez pomyłkę weszłam do innej firmy, ale na szczęście wyszedł na drogę i szybko się odnaleźliśmy.
W międzyczasie Uber dobrał jeszcze jedną restaurację, więc skończyło się na trzech dostawach jednocześnie – 14 km za 44 zł. Następnie kebab – 3,8 km za 9 zł, później pizza – 4,5 km za 12 zł. Jeszcze w trakcie jazdy wpadło kolejne zlecenie z innej restauracji – 8 km za 16 zł.
Kolejna dostawa to 6 km za 13 zł, już za moją „wioskę”, z przejazdem przez wiadukt i mocnym wiatrem prosto w twarz. Byłam już praktycznie zdecydowana kończyć, bo do domu było blisko, ale Uber dorzucił jeszcze kebaba – 4 km za 11 zł. Tym razem GPS trochę namieszał i chwilę krążyłam po okolicy, szukając właściwego wjazdu na osiedle.
Na koniec zostały jeszcze dwa krótkie kursy – z restauracji greckiej, około 1 km za 5 zł, a później kolejne 2 km za 7 zł.
Wracając do domu zauważyłam, że niebo zrobiło się ciemne. Chwilę później zaczął padać deszcz, więc uznałam, że to idealny moment, żeby zakończyć pracę. Wyszło naprawdę elegancko – krótki wyjazd, świetna godzinówka i udało się wrócić przed większym deszczem.
Po drodze zrobiłam jeszcze zdjęcie kolejnego świetnego samochodu.
A ta oferta za 77 zł cały czas siedzi mi w głowie. Ciekawa jestem, ile czasu zajęłoby mi zrealizowanie takiego kursu. Z jednej strony jedno zamówienie i prawie 80 zł w kieszeni brzmi świetnie. Z drugiej – 15 km w jedną stronę, powrót na pusto i taka pogoda skutecznie ostudziły mój zapał. Gdyby było cieplej, bez wiatru i bez deszczu… kto wie, może bym się skusiła. Dziś jednak rozsądek wygrał.


