Uber wyprowadził mnie w Kąty… Wrocławskie, 15 km z KFC

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
5 godzin
💵 147,25 zł (11,74 zł napiwków)
💰 29 zł na godzinę
🛒 8 dostaw / 72 km
🍔 Wolt / Uber

Ciąg dalszy moich „wycieczek krajoznawczych” z Uberem. Tym razem to, co było ostatnio, to naprawdę pikuś w porównaniu z dzisiejszą wyprawą. Serio, sama się zastanawiam, gdzie ja dzisiaj dotarłam.

Ledwo wyjechałam z domu i długo nie musiałam czekać – wpada kurs, który spokojnie można nazwać „wyprawą życia”. Wyobraźcie sobie: aż 15 km! Start z południa Wrocławia – Partynice, odbiór na Bielanach (KFC), a dostawa… do Kątów Wrocławskich. Już na mapie wyglądało to konkretnie – około 5 km do odbioru i kolejne 10 km do klienta. Niby wiedziałam, że biorę coś dłuższego, ale gdzieś w środku miałam nadzieję, że „może nie będzie aż tak daleko”. No cóż – było 😄

Odebrałam zamówienie i ruszam, licząc na to, że trasa będzie przyjazna rowerowo. Na szczęście miałam do wyboru kilka wariantów i wybrałam trochę dłuższą trasę – co okazało się strzałem w dziesiątkę. Prawie całą drogę jechałam ścieżką rowerową, a tylko około kilometra ruchliwą ulicą. Brzmi idealnie? No nie do końca…

Wiatr postanowił zrobić ze mnie test wytrzymałości. Wiało tak mocno, że momentami aż mną rzucało. Piasek w oczach, zimno, a bateria w rowerze znikała w oczach. Każdy kilometr czułam podwójnie. Ale dojechałam – dostawa zrealizowana, misja wykonana 💪

No i oczywiście – powrót. Kolejne 10 km. Czyli cały kurs razem z powrotem: około 25 km. Za niecałe 40 zł. Czy się opłacało? Sama dostawa zajęła mi jakieś 50 minut, więc pod tym względem całkiem spoko. Powrót około pół godziny – tu już gorzej, ale i tak lepiej niż stać i czekać bez zleceń. A tak – była przygoda, ruch i zarobek w jednym.

Zresztą dzisiaj w ogóle dzień długich tras. Po dwóch kursach miałam już około 60 zł. Ledwo wróciłam w okolice parku i od razu wpada Wolt – 7 km znowu z KFC na Bielanach, 20 zł + aż 9 zł napiwku, więc bardzo przyjemnie. Jeszcze dobrze nie zdążyłam złapać oddechu po walce z wiatrem, a tu kolejny Uber… i znowu KFC na Bielanach 😄

Tym razem 4 km za 9 zł – już zdecydowanie mniej opłacalnie. Potem dla odmiany McDonald’s – 2 km za 9 zł. Dalej znowu coś większego: Burger King na Bielanach, 6 km za 15 zł, dostawa do ogromnych hal magazynowych pod RTV Euro AGD.

Kolejne zamówienie – Wolt, 5,5 km za 17 zł, gotówka. I tu zaczęła się przygoda z aplikacją… Odbieram zamówienie i nagle awaria – nie mogę potwierdzić odbioru, brak adresu klienta. Wracam do restauracji, pytam – oni też nic nie widzą w systemie. Piszę do supportu – miało być proste potwierdzenie, a wyglądało, jakby zamówienie zniknęło. Dopiero po kolejnym kontakcie dostałam adres ręcznie. Dojechałam, klient dorzucił trochę napiwku z reszty i… gratisowe obszczekanie przez psa 😂

W międzyczasie rower zaczął wydawać dźwięki, których nie da się ignorować. Piszczy tak, jakby jakiś ptaszek zamieszkał w napędzie. Trochę wstyd jechać, serio. Podejrzewam suchy łańcuch – odkładałam smarowanie i jak widać, wróciło do mnie ze zdwojoną siłą. Już myślałam o serwisie, ale oczywiście wpadło kolejne zamówienie, więc plan „naprawa” znowu przesunięty 😅 Spróbuję sama to ogarnąć.

Dalej już klasycznie: tajskie jedzenie – 3 km za 9 zł, a na koniec… zgadnijcie co? KFC na Bielanach 😄 Tym razem 7,5 km za 17 zł, z dostawą praktycznie pod mój dom, więc idealne zakończenie dnia.

Swoją drogą, aż cztery razy tego dnia trafiałam na dostawy z KFC – Bielany zdecydowanie rządziły!

Wróciłam zmęczona, przewiana i trochę zmarznięta, ale z poczuciem dobrze przejechanego dnia. Wiatr dawał w kość, ale mimo wszystko jeździło się całkiem fajnie. Zarobek też przyzwoity – zdecydowanie lepiej niż wczoraj, ale wczoraj to był dzień awarii, więc poprzeczka nie była wysoko zawieszona 😉

Jedno jest pewne – z Uberem naprawdę można zwiedzić świat… albo przynajmniej wszystkie okoliczne wsie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *