Uciekając przed burzą. Karwiany, ruchliwa droga i pola skąpane w słońcu

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 2 godziny
💵 53,45 zł (4,70 zł napiwku)
💰 26 zł na godzinę
🛒 4 dostawy / 28 km
🍔 Uber
Od rana zapowiadali burze i intensywne opady, więc postanowiłam nie ryzykować. Wyskoczyłam tylko na trochę, żeby spokojnie zdążyć wrócić przed załamaniem pogody. Minęło już kilka godzin od mojego powrotu do domu i wiecie co? Oczywiście świeci piękne słońce. Ani kropli deszczu, ani grama burzy. Po raz kolejny prognozy okazały się kompletnie nietrafione.
Ale w sumie nie żałuję. Taki był plan – wrócić wcześniej, odpocząć i mieć trochę czasu dla siebie. Przy tych 30 stopniach i tak po dwóch godzinach na rowerze cała się kleję od upału.
Dzisiaj praktycznie tylko Uber dawał zamówienia. Wolt milczał jak zaklęty.
Pierwszy kurs był z Biedronki na Jagodno – 4,3 km za 14 zł. Czekając na odbiór zamówienia, ucięłam sobie miłą pogawędkę z pracownikami sklepu. Zapytałam, czy złapali tego złodzieja, który kilka dni temu wybiegł ze sklepu z takim impetem, że omal mnie nie staranował. Ku mojemu zdziwieniu nikt z nich nawet nie słyszał o tej sytuacji, więc opowiedziałam, co się wydarzyło.
Przyznałam, że wtedy przez chwilę pomyślałam, żeby go zatrzymać, ale w ostatniej chwili zrezygnowałam, bo pędził prosto na mnie. Usłyszałam, że bardzo dobrze zrobiłam. Powiedzieli, że nawet pracownikom Biedronki nie wolno podejmować takich prób, bo nigdy nie wiadomo, jak zachowa się taka osoba. Ktoś może być agresywny, mieć nóż albo po prostu zrobić komuś krzywdę. Straty sklepu są do odrobienia, ale zdrowia i życia już nie. Trudno się z tym nie zgodzić.
Później Uber próbował wcisnąć mi klasyka – odbiór z Burgera na Brochowie i dostawę aż do Siechnic. Około 10 km za 21 zł. Już dobrze znam te „wioskowe wycieczki”, więc grzecznie podziękowałam.
Zamiast tego wzięłam znacznie lepsze zamówienie – meksykańskie jedzenie, około 7 km za 14 zł + 4,70 zł napiwku, z dostawą idealnie w moje rejony. Po chwili aplikacja dorzuciła drugie zamówienie z tej samej restauracji, praktycznie po drodze. Łącznie wyszło 8,2 km za 25 zł, więc zdecydowanie lepszy układ.
Jeden z klientów był z zagranicy i przez chwilę poczułam się jak profesjonalny kurier biegle władający językiem angielskim. Cała rozmowa sprowadziła się do mojego pewnego siebie… „Yes!”. 😄
Na ostatnim kursie trochę się nacięłam. Myślałam, że dostawa będzie blisko, a dopiero po przyjęciu zamówienia okazało się, że trzeba jechać aż na Karwiany. 6,2 km za 15 zł. Najgorszy był jednak odcinek prowadzący ruchliwą drogą bez ścieżki rowerowej. Samochody mijały mnie z dużą prędkością i naprawdę nie czułam się tam komfortowo. Chciałam jak najszybciej dojechać do miejsca, gdzie zaczynała się ścieżka rowerowa. Powrót był już znacznie przyjemniejszy, bo prowadził głównie z górki.
Skoro już znalazłam się w Karwianach, nie mogłam przepuścić okazji. Zatrzymałam się na chwilę i zrobiłam kilka zdjęć – piękne pole, ciemniejące niebo i ten charakterystyczny klimat tuż przed burzą. Wyglądało naprawdę malowniczo.
Na sam koniec Uber jeszcze próbował mnie wyciągnąć na Jagodno, a później nawet do Żórawiny, czyli jeszcze dalej niż Karwiany. Odpuściłam. Poczekałam chwilę na coś sensowniejszego, ale nic ciekawego już nie wpadło. Niebo robiło się coraz ciemniejsze, więc uznałam, że pora wracać do domu. Nie miałam ochoty sprawdzać na własnej skórze, czy tym razem prognozy jednak się sprawdzą.
Finansowo szału nie ma – 53 zł. Ale jest zarobek, jest trochę aktywności, są nowe zdjęcia, kilka ciekawych historii i kolejny materiał do opowiedzenia. A to też ma swoją wartość.
A burza? Mam wrażenie, że w końcu i tak przyjdzie… tylko jak zwykle kilka godzin później, niż zapowiadali. Przy tych 30 stopniach powietrze jest już tak ciężkie, że aż prosi się o ochłodzenie.





