Udany dzień na delivery – 12 dostaw i dobra godzinówka

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 3 godz. 50 min.
💵 158,63 zł (12,50 zł napiwków)
💰 41 zł na godzinę
🛒 12 dostaw / 57 km
🍔 Wolt / Uber
Dziś naprawdę bardzo udany dzień na delivery. Zamówień było sporo – praktycznie jak kończyłam jedno, od razu wpadało kolejne. Większość z nich była z Wolta, więc tempo pracy było naprawdę dobre. Pogoda nadal dopisywała, choć dziś było już bardziej pochmurno i momentami wiał całkiem mocny wiatr.
Na początku dnia zamontowałam nowy koszyk na bidon, bo poprzedni niestety połamał się przy wnoszeniu roweru. Kupiłam też nowy smar do łańcucha – olej FINISH LINE e-Bike. Jest dość rzadki, więc muszę jeszcze nauczyć się go poprawnie aplikować, bo póki co bardziej trafia na oponę i podłogę, niż na sam łańcuch. Zobaczę w trasie, czy poczuję jakąś różnicę w pracy napędu.
Dzień zaczął się bardzo dynamicznie. Ledwo wyjechałam z domu, a już wpadło pierwsze zamówienie z Ubera – oczywiście McDonald. Chwilę później znowu McDonald, ale tym razem na Wolcie, a dostawa… do salonu Audi. Ktoś chyba zrobił klientowi mały prezent – może żona albo partnerka. Pan był wyraźnie zaskoczony i ucieszony.
Potem wiozłam kawę, ale na szczęście były to ziarna kawy w opakowaniu, więc nawet gdybym tańczyła na rowerze breakdance, nic by się z nią nie stało. Kurs był dość daleki – prawie 6 km za 17 zł, z moich rejonów aż na Gaj.
Chwilę później trafiło się bardzo fajne zlecenie na Wolcie – podwójne zamówienie, około 6 km za 23 zł i co najlepsze – akurat z Gaju z powrotem w moje rejony. Jedno z nich było gotówkowe, więc dostałam resztę… 38 groszy. Niewiele, ale zawsze coś.
Potem kolejne dalsze zamówienie – około 5 km, również gotówkowe, z kebabem. Tym razem z reszty wpadło już 2,12 zł, a przy okazji obok bramy klienta znalazłam na ziemi 20 groszy, które ładnie błyszczało w świetle. Skoro się świeciło, to aż szkoda było nie podnieść.
Po tym był jeszcze krótki kurs na Uberze, po którym dostałam 10 zł napiwku i nagle okazało się, że w 2,5 godziny mam już 120 zł. Sztosik.
Później wiozłam pizzę do stałego klienta. Zauważyłam też, że coraz więcej bloków i ulic znam już na pamięć, więc poruszanie się po okolicy idzie coraz sprawniej.
Potem wpadł Wolt na Oporów. W jedną stronę było niby tylko 3,5 km, ale gorzej z powrotem – kilka kilometrów musiałam wracać na pusto i trochę poczekać, aż coś wpadnie. W końcu pojawiła się restauracja, ale musiałam chwilę poczekać na zamówienie. W tym czasie zdążyłam szybko zjeść mus owocowy w tubce, bo byłam już bardzo głodna. Chyba właśnie z tego powodu zaczynało robić mi się słabo i czułam duże zmęczenie.
Dobrałam jeszcze Chlebotekę i ruszyłam z dwoma zamówieniami naraz. Na tym jednak zakończyłam dzień, bo później już nic nie chciało wpadać, a ja byłam coraz bardziej osłabiona i nie było sensu jeździć dalej.
Ostatecznie zrobiłam 12 dostaw, dość szybko i sprawnie – nawet nie wiem, kiedy ten czas zleciał. Wróciłam dziś trochę wcześniej do domu, żeby w końcu ogarnąć mieszkanie i różne sprawy, na które ostatnio brakowało mi czasu przez zbyt długie jeżdżenie na delivery.
Bardzo udany dzień. Wiem, że takie dni nie zdarzają się codziennie i pewnie szybko się nie powtórzą, ale i tak jestem naprawdę zadowolona. Przy takiej godzinówce – około 41 zł na godzinę – aż chce się pracować. 🚴♀️💰

