Upał, dużo kursów i nadzieja na naprawę roweru

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 5.5 godzin
💵 189,72 zł (0 zł napiwków)
💰 34 zł na godzinę
🛒 16 dostaw / 75 km
🍔 Uber / Wolt
Kolejny dzień jazdy z hałasem w rowerze. Starałam się jednak nie pozwolić, żeby zepsuł mi cały dzień, więc bardziej skupiłam się na pracy niż na irytujących dźwiękach.
Temperatura dochodziła do 29 stopni. Było gorąco, ale jeszcze dało się wytrzymać, bo lekki wiatr przyjemnie chłodził podczas jazdy. Zamówień nie brakowało, a kilka razy woziłam nawet po dwie albo trzy torby jedzenia jednocześnie.
Dzień zaczął się od Wolta – hamburgery, 3,7 km za 11 zł. Zaraz potem Uber próbował wysłać mnie aż do Żórawiny – 18 km za 46 zł. Tym razem odpuściłam. Później McDonald’s, 2,8 km za 9 zł. Kolejne propozycje Ubera to znowu dalekie trasy po 10-18 km za 20-35 zł. Odrzucałam jedną po drugiej. Już nie dam się tak łatwo namówić na jazdę po polnych, dziurawych drogach, błocie i późniejszy powrót na pusto.
Wolt zaskoczył mnie nowym miejscem – Delikatesami Iberyjskimi. Nawet nie wiedziałam, co to za sklep. 4,3 km za 14 zł, a do tego dorzucił hamburgery i jedzenie indyjskie. Łącznie 4,5 km za 23 zł. Najpierw dostarczyłam hamburgery. Wychodzę z klatki, odpinam rower, patrzę w aplikację, a tam druga dostawa… do tego samego bloku, tylko 2 piętra wyżej. Znowu przypinanie roweru, powrót na klatkę i kolejne zamówienie. Takie kursy lubię najbardziej.
Potem Uber znowu próbował wyciągnąć mnie do Siechnic. Tym razem stanowcze „nie”. Za to przyjęłam kurs 10 km za 22 zł, bo trasa akurat mi odpowiadała – odbiór z Pasibusa na Bielanach i dostawa w moje okolice.
Wracając, zauważyłam konia pasącego się na łące. Był tak skupiony na jedzeniu trawy, że długo czekałam, aż podniesie głowę do zdjęcia. Niestety obiad był ważniejszy.
Kolejne kursy to pizza 4,8 km za 15 zł, później podwójne zamówienie – pizza i hamburgery, 5,5 km za 26 zł. Dostawy blisko siebie, więc bardzo przyjemna trasa.
Uber również zaszalał z podwójnymi i potrójnymi kursami. Słodycze, kuchnia koreańska i Pasibus – 10 km za 30 zł. Pasibus trafił do szpitala, a pozostałe zamówienia w okolice Parku Południowego.
Następnie kuchnia tajska i indyjska, również 10 km za 30 zł. Tajskie jedzenie zajmowało ogromną i bardzo ciężką torbę. Dostawa do szpitala dla lekarki lub pielęgniarki – nie potrafię odróżnić. Na górze leżało jedzenie indyjskie, więc przez całą drogę jechałam bardzo ostrożnie, żeby nic się nie rozlało.
Jedna z dostaw na Grabiszynie dała mi popalić. GPS prowadził źle, z jednej strony zamknięte bramy bez domofonów, z drugiej ślepa uliczka. Trochę się nakręciłam, zanim w końcu znalazłam właściwe wejście.
Później odebrałam pizzę i pojechałam swoim skrótem przez krzaki i wzdłuż rzeki. Nagle Uber stwierdził: „wracaj, dorzucę jeszcze jedną pizzę z budki obok”. Zawrotka, powrót i odbiór kolejnego zamówienia. Przy okazji chwilę pogadałam z bardzo sympatycznym panem z lokalu. Odbieram tam tak często, że już dobrze się znamy.
Ostatnie zamówienie było niedaleko domu, więc idealnie zakończyło ten gorący dzień.
Ze śmiesznych sytuacji – zapomniałam uzupełnić bidon. W trakcie pracy zajechałam do Żabki po wodę i banana. Szczerze mówiąc, wyglądało to zabawnie: kilka godzin ciężkiej pracy fizycznej, a mój „obiad” to butelka wody i banan. Poczułam się jak Małysz przed treningiem.
Banan był piękny, żółty i idealny. Planowałam go zjeść później i wrzuciłam go do torby rowerowej. Po kilku godzinach jazdy w prawie trzydziestostopniowym upale wyciągnęłam go w domu. Czarny, miękki i praktycznie ugotowany. Taki był jego smutny koniec.
Dziś sporo pisałam też o hałasie w rowerze. Na Facebooku wywiązała się duża dyskusja. Wiele osób było zdziwionych, że serwis nie słyszy problemu i uważało to za zwykłe ignorowanie klienta. Odezwał się do mnie sam producent i zaprosił mnie do oficjalnego salonu Ecobike pod Wrocławiem. Tam mają sprawdzić i naprawić rower, więc nie będę już skazana na sklep, w którym go kupiłam.
Czeka mnie jednak wyprawa – około 30 km w jedną stronę, żeby dostarczyć rower do serwisu. Mam nadzieję, że drogi okażą się łaskawe.
Mimo hałasów i problemów z rowerem uważam ten dzień za udany. Cieszy mnie piękna pogoda, duża liczba zamówień i to, że coraz częściej udaje mi się zarobić około 200 zł dziennie.
Teraz mają nadejść prawdziwe upały, nawet blisko 40 stopni. W takich warunkach jazda zdecydowanie odpada. Czas na odpoczynek.

