Upał, nuda, trzy razy ramen i opalone pół czoła

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 4 godziny
💵 95,87 zł (0 zł napiwków)
💰 24 zł na godzinę
🛒 9 dostaw / 50 km
🍔 Uber / Wolt
Dzisiaj trafił mi się taki klasyczny, spokojny dzień. Aż za spokojny. Do tego upał, mało zamówień i długie oczekiwanie na kolejne zlecenia. Większość czasu spędziłam stojąc w cieniu albo… robiąc zdjęcia z nudów. Chyba nigdy nie mam ich tyle w telefonie, co podczas takich „martwych” dni.
Po powrocie do domu spojrzałam w lustro i wybuchnęłam śmiechem. Okazało się, że opaliłam twarz… ale tylko do połowy czoła. 😂 Kask z daszkiem zrobił swoje, więc mam teraz bardzo oryginalną linię opalenizny. Wygląda to zabawnie.
Dzisiaj było mniej więcej pół na pół między Woltem a Uberem, choć początek zdecydowanie należał do Wolta.
Na start Chleboteka – 1,8 km za 7 zł. Krótka i szybka dostawa. Chwilę później Ramen – 2,3 km za 8,50 zł, również blisko. Następnie… znowu Ramen, tym razem 4,4 km za 14,50 zł, z dostawą na moje rejony.
Po chwili odezwał się Uber. Najpierw McDonald’s – 2,3 km za 9 zł. Później przyszło ciekawsze zlecenie. Odebrałam hamburgery, a w międzyczasie Uber dorzucił jeszcze kebaba. Najpierw odebrałam kebaba, potem zawiozłam hamburgery i… to jeszcze nie koniec. Wpadło trzecie zamówienie – kuchnia meksykańska. Odebrałam je, dostarczyłam, a na sam koniec zawiozłam jeszcze kebaba. Łącznie wyszło 15,5 km za 40 zł, a całość zajęła około godziny.
Na zakończenie dnia Wolt dorzucił podwójne zamówienie – ciężka torba pełna pierogów i… znowu… Ramen. 😄 W sumie dzisiaj woziłam ramen aż trzy razy. Chyba był hitem dnia.
Uber próbował mi jeszcze wcisnąć dalekie zamówienia na Bielany, ale nie chciało mi się tam jechać.
Poza tym? Kompletnie nic się nie działo. Zero przygód, zero dziwnych klientów, zero stresu. Nuda jak cholera. 😅 Między zleceniami robiłam kolejne zdjęcia, bo naprawdę nie było co robić.
Finansowo też szału nie było. Nawet nie udało się dobić do pełnej stówki. Taka posucha. Ale cóż… grosz do grosza i będzie… koko… rosół! 😁









