Wielka awaria Wolta – spokojna jazda zamieniona w chaos

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 5 godz. 20 min.
💵 96,59 zł (0 zł napiwków)
💰 18 zł na godzinę
🛒 9 dostaw / 50 km
🍔 Wolt / Uber
Dzień zapowiadał się idealnie – słońce, ciepło, lekki wiatr i przyjemność z jazdy. Jechało się tak dobrze, że aż chciało się zwolnić i chłonąć moment. Krążyłam po parku, łapiąc promienie światła i robiąc zdjęcia – dużo zdjęć, bo miałam na to aż nadmiar czasu. Zanim wpadło pierwsze zamówienie, minęło dobre 20 minut. Klasyka. W międzyczasie minął mnie inny kurier, uśmiechnął się, widząc jak znów fotografuję wszystko dookoła – aż sama zaczęłam się z siebie śmiać. Potem mijaliśmy się jeszcze kilka razy, zawsze z tym samym porozumiewawczym uśmiechem.
I wtedy… coś się posypało.
Jakby komuś „z góry” było za spokojnie i postanowił dorzucić trochę chaosu do tego idealnego dnia. Wielka awaria Wolta. Totalna. Kurierzy nie mogli potwierdzać zamówień, aplikacja wariowała, kontakt z supportem nie istniał.
Na szczęście Uber na początku trzymał poziom – McDonald’s, 2,2 km za 7 zł. Niby niewiele, ale przynajmniej działało.
A potem przyszło to nieszczęsne zamówienie z restauracji indyjskiej. Odebrałam jedzenie, klikam „potwierdź” – i nic. Błąd. Myślę: okej, chwilowe, pewnie zaraz przejdzie. Ruszam kawałek dalej, może to zasięg. Nic. Zaczyna się lekki niepokój. Minuty lecą, a ja stoję z jedzeniem klienta w plecaku, bez adresu, bez możliwości zrobienia czegokolwiek.
Reset aplikacji. Reset telefonu. Dalej nic.
Piszę do supportu – cisza.
Stoję tak pół godziny. Bez ruchu. Bez informacji. Z rosnącą frustracją i poczuciem bezsilności. W końcu odzywam się do innych kurierów na Discordzie – okazuje się, że wszyscy mają to samo. Duża awaria. Totalny paraliż.
Po około 30 minutach aplikacja w końcu „odżywa”. Pojawia się adres. Szybkie potwierdzenie i pędzę do klienta. Na miejscu tłumaczę sytuację – duża awaria, stąd opóźnienie. Klient na szczęście wyrozumiały.
Ale to jeszcze nie koniec.
Nie mogę potwierdzić dostarczenia. Znowu support, znowu czekanie. W sumie ponad godzina stracona na jedno zamówienie – 13 zł za 4 km. Frustracja rośnie, bo nie wiadomo, czy to już koniec problemów, czy dopiero początek.
Przerzucam się na Ubera, a Wolt zostawiam w tle. I wtedy zaczyna się kolejny cyrk – Wolt nagle „ożywa”, ale w najgorszy możliwy sposób. Zaczyna wyrzucać lawinę zamówień – jedno po drugim, podwójne, dalekie, różne… jakieś 30 naraz. Telefon pika bez przerwy, a ja nie mogę zaakceptować ani jednego. Chaos totalny.
Uber znowu ratuje sytuację:
– McDonald’s 2,5 km za 8 zł
– restauracja grecka 3 km za 12 zł
– kebab 5 km za 13 zł
Patrzę w międzyczasie na Wolta… a tam spadek statystyk. I pojawia się stres – czy przez tę awarię nie dostanę bana?
Nagle cud – Wolt zaczyna działać normalnie. Dostaję:
– McDonald’s 4 km za 14 zł
– krótkie 1 km za 6 zł
I już myślę, że najgorsze za mną… aż pojawia się podwójne zamówienie. Szybko akceptuję, bo trasy dobre, znane. I dopiero po chwili widzę: Auchan, 9–16 kg. Na rower.
Panika wraca.
Próbuję anulować – przycisk nie działa. Klikam raz, drugi, dziesiąty… nic. Support milczy. Zamówienia wiszą, klienci czekają, ja stoję w miejscu i znowu nie mam kontroli nad sytuacją.
Czekam długo. Bez efektu.
W końcu biorę Ubera i jadę dalej:
– tajska restauracja 3 km za 10 zł
W trakcie jazdy nadal walczę z Woltem. W końcu support się odzywa. Pytają, czy nadal chcę anulować – oczywiście. Proszę też o anulowanie drugiego zamówienia, bo jest już dawno po czasie, a ja jestem w zupełnie innym miejscu.
W międzyczasie kolejny Uber:
– McDonald’s 4 km za 12 zł
To był moment, w którym robiłam wszystko naraz – jazda, dostawy, pisanie z supportem, ogarnianie dwóch aplikacji. Skupienie na maksimum.
Ostatnie zamówienie kończę już blisko domu. I wtedy dochodzi kolejny „bonus” dnia – pada mi powerbank. Przy całym tym chaosie bateria w telefonie leciała w oczach.
Wracam do domu zmęczona, z głową pełną nerwów… i z wynikiem, który trochę boli.
Niecałe 100 zł w ponad 5 godzin. Około 18 zł na godzinę.
Czas, w którym spokojnie mogłabym zrobić 150 zł albo więcej, gdyby wszystko działało normalnie.
Nie wiem, co dokładnie się stało i skąd ta awaria, ale skutki były odczuwalne dla wszystkich – kurierów i klientów. Zamówienia opóźnione, część pewnie anulowana, ludzie sfrustrowani. I gdzieś z tyłu głowy zostaje pytanie: czy ktoś przez to nie straci zaufania do Wolta?
Mam tylko nadzieję, że ja nie poniosę za to konsekwencji i nie dostanę bana za coś, na co nie miałam żadnego wpływu. Bo naprawdę – zrobiłam wszystko, co mogłam.
A jeśli mam znaleźć jakiś plus w tym dniu… to jednak był. Słońce, ruch, świeże powietrze i te krótkie momenty spokoju między całym tym chaosem.










