Wiosna na trasie, greckie zapachy i zachód słońca

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
6 godzin
💵 185,05 zł (20,43 zł napiwków)
💰 30 zł na godzinę
🛒 14 dostaw / 75 km
🍔 Wolt / Uber

Dziś było naprawdę bardzo ciepło – aż 18 stopni. W powietrzu czuć było prawdziwą zapowiedź wiosny. Co chwilę docierał zapach kiełbasy z ogniska, taki typowo letni aromat grillowania, do tego zapach nagrzanej ziemi i przyrody. Od czasu do czasu unosił się też zapach wydobywający się z mojego plecaka, zwłaszcza z jednego zamówienia z greckiej restauracji. Jakiś gyrosik… pachniał tak obłędnie, że aż powiedziałam klientce przy odbiorze: „Jak to pięknie pachnie!”.

Na początku dnia zamówień było bardzo mało i już zaczęłam się martwić, że zapowiada się kiepski dzień. Dopiero później wszystko zaczęło się powoli rozkręcać. Co jakiś czas wpadały kolejne kursy – najpierw głównie z Ubera, a dopiero później dołączył Wolt.

Dziś jeździłam też bardziej oszczędnie, bo chciałam sprawdzić, ile baterii uda się zaoszczędzić przy spokojniejszej jeździe. I faktycznie widać dużą różnicę. Na niższym wspomaganiu nadal da się jechać całkiem komfortowo, a bateria zużywa się dużo wolniej. Dodatkowo bardziej napompowałam opony, dzięki czemu rower toczył się lżej niż zwykle. No i czysty, świeżo nasmarowany łańcuch dobrym olejem też robi swoje – wszystko pracuje ciszej i płynniej.

Pierwsze zamówienie z Ubera było wręcz symboliczne – 6 zł. Co prawda bardzo krótkie, praktycznie ulicę dalej, w sumie nieco ponad kilometr. Ale na rozruch wzięłam, żeby się rozruszać.

Potem trafił się dłuższy kurs – KFC z Bielan na moją dzielnicę. Około 6 km za 16 zł. Niedługo potem odezwał się Wolt – ramen. W restauracji zauważyłam, że dno torby jest trochę mokre. Od razu zwróciłam na to uwagę i poprosiłam, żeby przełożyli zamówienie do nowej torby i dodatkowo owinęli zupę folią. Dzięki temu uniknęłam rozlania, a na dodatek po dostawie wpadło jeszcze 5 zł napiwku.

Później dostałam podwójne zamówienie na Uberze – około 6 km za 24 zł. Jedno z greckiej restauracji, drugie hamburgery. To właśnie wtedy ten grecki gyros tak pachniał przez całą trasę, że pewnie pół Wrocławia mogło go poczuć. Już narobiłam sobie na niego takiego smaka, że aż zrobiłam się głodna, jadąc i wąchając te zapachy przez całą drogę.

Kiedy dostarczyłam zamówienie klientce, z domu wybiegł piesek na powitanie. Od razu obwąchał mój plecak, więc powiedziałam ze śmiechem: „Piesek też pewnie głodny, a jak to pięknie pachnie!”. Po chwili zobaczyłam w aplikacji, że klientka dorzuciła jeszcze 10 zł napiwku.

Potem znów Wolt i… znowu grecka restauracja, ale w innym rejonie. Około 5 km za 16 zł, aż na Grabiszyn. Pojechałam więc przez park Grabiszyński, przy pięknej, słonecznej pogodzie i wśród zapachów przyrody. Bardzo przyjemny odcinek trasy.

Kiedy byłam już na Grabiszynie, wpadło kolejne zamówienie z Ubera – McDonald’s z CH Borek. W końcu wróciłam w swoje rejony. Zaraz potem na Wolcie dostałam pizzę – krótki kurs za niewielką stawkę. Do tego dobrało mi drugie zamówienie z kuchni tajskiej. Zawiozłam je do miejsca oznaczonego w aplikacji jako „Basen”. Nawet nie wiedziałam, że coś takiego jest w mojej okolicy. Pewnie jakiś ośrodek z saunami, masażami, a może faktycznie jest tam też basen – całkiem ciekawa sprawa.

Później Wolt zaproponował dłuższy kurs – aż 7 km za 20 zł. Odbiór z KFC na Bielanach, dostawa aż na Oporów. Jechałam więc długą ścieżką rowerową praktycznie cały czas prosto. Słońce powoli zachodziło, powietrze było ciepłe, już prawie wiosenne. Jechało się naprawdę przyjemnie.

Po dostawie musiałam niestety kilka kilometrów wracać na pusto w swoje rejony. Tam wpadł jeszcze McDonald’s na Uberze, a później ostatni kurs z Wolta – znowu KFC na Bielanach, około 5,5 km za 17 zł.

W międzyczasie zrobiło się już ciemno i wyraźnie chłodniej. Na szczęście miałam w torbie rowerowej kurtkę, którą wcześniej założyłam, więc było całkiem komfortowo. Odebrałam KFC i zawiozłam z powrotem w moje okolice.

Na koniec Wolt zaproponował jeszcze jeden dość daleki kurs – około 5 km za 17 zł, aż na Grabiszyn. Ale tym razem odrzuciłam. Było już ciemno, byłam zmęczona i głodna, a i tak jeździłam już długo.

Łącznie wpadło aż 20 zł napiwków – gdyby nie to, wynik dnia byłby raczej średni.

Wróciłam do domu zadowolona, naładowana pozytywną energią, że aż zaczęłam śpiewać i tańczyć. Dzień zdecydowanie udany. A jutro pogoda podobno ma się zepsuć… ale co wykorzystałam, to moje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *