Wiosna w drodze i kurierski dzień pełen czekania

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
3 godz. 10 min.
💵 100,92 zł (20,52 zł napiwków)
💰 31 zł na godzinę
🛒 7 dostaw / 44 km
🍔 Wolt / Uber

Dziś był trochę lepszy dzień niż wczoraj, bo co jakiś czas wpadały zamówienia, choć bez większego szału. Dużo było czekania i przestojów. Pogoda typowo wiosenna – słonecznie, przyjemnie, ale tylko wtedy, gdy świeciło słońce. Gdy tylko znikało, robiło się zdecydowanie za chłodno.

Na początku za ciepło się ubrałam. Zatrzymałam się przy ulicy i musiałam się rozebrać – zdjęłam bluzę i schowałam ją do plecaka, bo inaczej bym się po prostu zgrzała. Niestety wieczorem temperatura mocno spadła i zaczęłam trochę dygotać z zimna, ale nie chciało mi się już znowu przebierać.

Zaraz po wyjeździe z domu Wolt rzucił Chlebotekę – 4 km za 11 zł. Nawet nie zastanawiałam się nad stawką, wzięłam od razu, bo chciałam szybko zrobić pierwszy kurs. Ostatecznie wyszło całkiem spoko, bo wpadł jeszcze napiwek 5 zł.

Potem Uber wcale nie lepszy – kurs 5 km za 11 zł. Na Wolcie za to Maczek: 2 km za 10 zł i napiwek aż 15 zł! Totalny szok, największy napiwek, jaki chyba kiedykolwiek dostałam na Wolcie. W ogóle na trzy dostawy aż dwie były z napiwkami, co naprawdę rzadko się zdarza.

Później Uber rzucił kurs 5 km za 12 zł na Radomierzyce – kawał drogi i oczywiście powrót na pusto. Na sam koniec jeszcze jeden Uber: 5 km za 15 zł. Potem znowu długie czekanie i nic już sensownego nie wpadło, poza jakimiś dalekimi kursami na zadupie za grosze. W takiej zimnicy zupełnie mi się nie chciało tego robić, więc postanowiłam wrócić do domu.

W domu przeliczyłam zarobki i początkowo wyglądało to słabo – 85 zł. Po chwili zauważyłam jednak, że doszły jeszcze dwa napiwki na łączną kwotę 20 zł. Dzięki temu dobiłam do stówy i podniosłam sobie godzinówkę. Ostatecznie więc z marnego dnia wyszedł całkiem spoko wynik.

Między kursami zajechałam jeszcze do Parku Południowego i porobiłam kilka zdjęć. Wiosna naprawdę nadchodzi 🌱

Przypomniała mi się też sytuacja z drogi: kurier w kurtce Glovo przejechał na czerwonym i pognał dalej ścieżką rowerową z dość dużą prędkością. Po chwili jadę i widzę tego samego kuriera leżącego razem z rowerem na ścieżce, a obok samochód i kobietę, która chyba w niego wjechała. Zapytałam, czy wszystko w porządku – powiedział, że tak.

To tylko utwierdziło mnie w tym, dlaczego zawsze zwalniam przed autami, skrzyżowaniami, wjazdami, pasami i podobnymi miejscami. Zawsze patrzę, czy kierowca naprawdę mnie widzi i chce mnie puścić i dopiero wtedy jadę. On zdecydowanie jechał za szybko.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *