Wycieczka z Partynic na Brochów: kebab jako paczka i regaty na stawie

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 4 godziny
💵 104,91 zł (2,80 zł napiwku)
💰 26 zł na godzinę
🛒 8 dostaw / 55 km
🍔 Wolt / Uber
Dziś pogoda postanowiła mnie sprawdzić – wiatr taki, że momentami miałam wrażenie, że stoję w miejscu zamiast jechać. Ale za to początek dnia… absolutny hit.
Ledwo wyjechałam z domu i od razu wpada Uber – paczka i to jakaś dalsza. Mignęło mi coś około 16 zł. Myślę: okej, na rozruch może być. Patrzę dokładniej… a tu zaproszenie na wycieczkę aż na Brochów. Siedzę chwilę i zastanawiam się, czy tego nie anulować, bo to dobre 6-7 km ode mnie. Serio, Uber nie mógł znaleźć nikogo bliżej? Musiał ściągać mnie z Partynic?
No ale dobra – rozgrzewka to rozgrzewka. Wrzucam „gaz do dechy” i lecę.
Dojeżdżam na miejsce, spodziewając się klasycznej paczki… a tu niespodzianka: kebab 😂 Ktoś wysłał jedzenie jako paczkę – pierwszy raz coś takiego widzę. Pewnie taniej wyszło.
I najlepsze: ja się nastawiłam, że teraz jeszcze 5-6 km do klienta… a tu dystans: 900 metrów. Dziewięćset. METRÓW. Czyli przejechałam ~6 km na zadupie, żeby zrobić dostawę krótszą niż spacer do sklepu.
Klasyczne 6 km powrotu na pusto. Cała „przygoda” za 16 zł.
Ale żeby nie było – coś z tego miałam. Po drodze trafiłam nad staw na Brochowie, gdzie dzieciaki witały wiosnę. Na wodzie pływała mini żaglóweczka, coś jak małe regaty – naprawdę fajny widok. Zatrzymałam się na chwilę porobić zdjęcia. I oczywiście musiała się trafić jakaś pani w aucie, która uznała, że trąbienie to sport narodowy, mimo że normalnie sygnalizowałam skręt. Nie dałam się ponieść nerwom i z uśmiechem cykałam foty żaglóweczki, z dziewczyną na pokładzie.
Potem już było bardziej „normalnie”:
– Wolt, koreańskie jedzenie: 2 km za 10 zł + 3 zł napiwku
– Ta sama restauracja: 4 km za 14 zł (gotówka)
– Uber z Chingu na Gaju: 5 km za 16 zł – duże, ciężkie zamówienie, ale idealnie pod moje rejony
– Tajskie: 4 km za 13 zł na Oporów
I tutaj miłe zaskoczenie – na Oporowie w końcu ogarnęli ścieżkę rowerową. Nowy asfalt, zero dziur, nic nie telepie – aż chce się jechać. Długa, prosta trasa, więc można naprawdę przycisnąć.
Dalej:
– Wolt, kebab: 4,5 km za 14 zł (okolice Sky Tower)
– I klasyk dnia: McDonald’s – 900 metrów za 8 zł… i oczywiście 5. piętro bez windy… uwielbiam takie cardio gratis
– Na koniec kuchnia azjatycka: 2,5 km za 10 zł, idealnie w moje strony
I niestety… koniec. Zamówienia się skończyły, a wiatr dalej dawał w kość, zimno też robiło swoje, więc stwierdziłam: wystarczy na dziś.
Zwłaszcza że w domu czekała nagroda – kartacze własnej roboty od faceta.
Podsumowując: początek średnio opłacalny, godzinówka taka sobie, ale przynajmniej nie było nudy. Cały czas coś się działo – trochę jazdy, trochę zwiedzania, trochę absurdów (kebab jako paczka). No i wpadły nowe zdjęcia i kolejne historie do kolekcji.




