Z bolącym palcem, ale na trasie

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 3.5 godziny
💵 120 zł (2 zł napiwku)
💰 34 zł na godzinę
🛒 9 dostaw / 55 km
🍔 Wolt / Uber
Długo w domu nie wytrzymałam i mimo wszystko wyszłam na delivery – nawet z bolącym palcem.
Dwa dni temu tak mocno uderzyłam się w palec u stopy, że z bólu nie mogłam spać. Był siny, czerwony, fioletowy – pełna paleta barw i ledwo chodziłam. Dziś było już trochę lepiej, więc chodziłam ostrożnie, ale dzień przerwy od delivery to zdecydowanie za dużo 😅
Początek dnia szedł super – zamówienia wpadały, tempo było fajne, człowiek od razu czuł flow. Klasycznie jednak im bliżej wieczora, tym gorzej. Najpierw rzadziej, a potem cisza totalna. Czekałam, jeździłam, kręciłam się po okolicy, szukałam… i nic. Siły i chęci były, ale aplikacje miały mnie dziś w nosie.
Była też ciekawa akcja na Uber – wiozłam dwie butelki wódki, więc musiałam zweryfikować tożsamość klienta: wpisać datę urodzenia i zaznaczyć w aplikacji, że sprawdziłam trzeźwość. Formalności jak na lotnisku, ale wszystko poszło sprawnie.
Zakupy dziś nie odpuszczały. Kilka razy trafiły się ciężkie zamówienia, a jedna sytuacja była wręcz książkowa. Odbieram zakupy z Carrefour, ucieszona, bo lekkie. I nagle – pyk pyk – propozycja dobrania drugiego zamówienia za 4,50 zł. Myślę: czemu nie?
Jak bardzo się zeszmaciłam za te cztery złote, zorientowałam się w momencie, gdy podniosłam drugą torbę – mega ciężką. Plecy od razu dały znać, że to zły pomysł, a ja byłam zła sama na siebie. Na szczęście te ciężkie zakupy miały tylko 1 km, a lżejsze kolejne 5 km, więc jakoś to przetrwałam.
Pogoda była przepiękna – taka, że chciałoby się jeździć jeszcze i jeszcze. Niestety wieczorem ludzie przestali zamawiać, więc nie było sensu dalej się kręcić. Trzeba było zawinąć się do domu.
Podsumowując:
Palec jeszcze nie idealny, plecy trochę zmęczone, ale głowa zadowolona.
