Zagubiona na trasie

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 4 godziny
💵 99,14 zł (0 zł napiwków)
💰 24 zł na godzinę
🛒 7 dostaw / 45 km
🍔 Wolt / Uber
Dziś byłam naprawdę kiepskim kurierem.
Totalnie mi nie szło i czułam to od samego początku. Myliłam kierunki, nie potrafiłam sprawnie włączyć się do ruchu, co chwilę schodziłam z roweru, plątałam się, gubiłam rytm i przede wszystkim brakowało mi pewności siebie. Wszystko było jakieś takie nieporadne i pod górkę.
Na starcie Uber rzucił 11 zł za 4 km. Pogardziłam, odrzuciłam… i oczywiście chwilę później tego żałowałam. Bo przez kolejne kilometry nie miałam absolutnie nic. Zbliżałam się do centrum, trzy apki odpalone – cisza jak makiem zasiał. Jeździłam na pusto, kręciłam się bez sensu, czekałam i czekałam.
Dopiero Wolt zaczął czasem coś podsyłać, ale wszystko szło mozolnie. Kręciłam się w okolicach Sky Tower i Wroclavia, a ja kompletnie nie ogarniałam. Zła orientacja, chaos w głowie, stres – zdecydowanie nie mój dzień.
W końcu Wolt dał zakupy z Carrefour, akurat w moje rejony, więc wzięłam. Zakupy były dość ciężkie: plecak wypchany po brzegi, do tego papier toaletowy wciśnięty na styk. I jakby tego było mało, dobrałam jeszcze po drodze trzy pizze z restauracji.
Nie tyle bałam się wagi, co tego, jak to wszystko sensownie upchnąć. Musiałam rozłożyć plecak, pokombinować i ułożyć pizze na zakupach tak, żeby się nie wywaliły. Plecak zrobił się potężnie ciężki, ale… udało się. Technicznie dowiezione, chociaż komfort jazdy był żaden.
Na koniec dnia jeszcze Maczek na Wolcie – 6 km za 22 zł. Taka wycieczka na dobitkę, z dalekim powrotem do domu. Miałam jeszcze trochę baterii, więc myślałam, że może coś dorzucę, ale już nic nie wpadało. W tym momencie miałam po prostu dość.
To był dzień, który wyraźnie pokazał mi, że organizm i głowa potrzebują przerwy.
Nie każdy dzień musi być produktywny, nie każdy musi się udać. Na dniach trzeba będzie zrobić pauzę, bo jazda na zmęczeniu wcześniej czy później zawsze się mści.
