Zamówienie spóźnione o 50 minut i pretensje w pakiecie

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 5 godzin
💵 167,04 zł (1,84 zł napiwku)
💰 33 zł na godzinę
🛒 12 dostaw / 55 km
🍔 Wolt / Uber
Wczoraj pogoda była przepiękna i bardzo chciałam iść na rower, ale los zadecydował inaczej. Obudziłam się ze spuchniętym okiem – było ściśnięte, źle wyglądało i zwyczajnie nie nadawało się do wyjścia do ludzi. Czy to jakieś zakażenie, czy reakcja alergiczna – nie wiem. W każdym razie zostałam w domu. Dziś wygląda to już trochę lepiej, więc postanowiłam spróbować wyjść na delivery.
I dobrze zrobiłam, bo dzień był naprawdę intensywny.
Zamówień było dużo, momentami miałam wrażenie, że Wolt i Uber biją się o mnie. Na Wolcie zdarzyło mi się wieźć aż trzy zamówienia naraz – w plecaku jechały trzy pizze, pięć sosów i dwa kebaby. Plecak wypchany po brzegi, balansowanie jak zawsze.
Uber pikał z kursem – Maczek za 7 zł, odrzuciłam. I oczywiście… potem żałowałam, bo wzięłam Wolta z ciężkimi zakupami z Auchan, w tym prawie całą zgrzewkę wody. Klasyka – człowiek myśli, że będzie lżej, a wychodzi siłownia w pakiecie.
Pojechałam dalej w miasto, prawie pod samo centrum i już tam zostałam. Ruch był umiarkowany – w niektórych miejscach korki, ale rowerem dało się dość sprawnie omijać auta i jechać swoim tempem.
Zrobiło się ciemno i wywiało mnie na Grabiszyn. Tam Huta Kebab i wpadło podwójne zamówienie na Wolcie: kebab z Huty i pizza ulicę dalej. Aplikacja kazała mi najpierw jechać po pizzę, a potem wrócić się po kebaba. Niby logiczne z punktu widzenia systemu, ale w praktyce średnio sensowne – trochę kręcenia się w kółko.
Na sam koniec Wolt dał mi coś w stronę domu – dojazd 2,5 km do knajpy, więc idealnie. Zajeżdżam do restauracji koreańskiej, gdzie niestety komunikacja po polsku kuleje. Podaję numer zamówienia, a pan pokazuje mi tablet z wielką, czerwoną informacją: 50 min.
Pytam:
– Mam czekać 50 minut?!
On kiwa głową, że tak.
Mówię, że 50 minut nie będę czekać, zamierzam anulować i odjeżdżam. Już mam to robić, a on nagle kładzie zamówienie na ladę. Okazało się, że to nie czas oczekiwania, tylko informacja, że zamówienie było opóźnione o 50 minut, bo aplikacja przez prawie godzinę nie znalazła kuriera.
Najgorsze było to, że pan miał pretensje do mnie – złość w oczach, ton jakby to była moja wina, że „jechałam 50 minut”. A przecież ja przyjechałam najszybciej, jak tylko dostałam zlecenie. Takie sytuacje pokazują, jak bardzo restauracje potrzebują edukacji, że to nie kurier odpowiada za opóźnienia systemowe.
Co ciekawe – klient był totalnie spoko. Odebrał jedzenie, nawet nie wspomniał o opóźnieniu.
Na Uberze też było dziwnie. Miałam dwa zamówienia naraz, które oni sami mi przydzielili, a w trakcie wyskoczyło ostrzeżenie, że się spóźniam. Frustrujące, bo taka presja sprawia, że trudno jeździć spokojnie i bezpiecznie, a przecież bezpieczeństwo powinno być ważniejsze niż algorytm.
Taki dzień – dużo jazdy, dużo zamówień, sporo absurdów po drodze, ale też satysfakcja, że mimo wszystko dałam radę 🚴♀️😮💨
