Zapach wiosny i drobne ludzkie historie

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
5.5 godzin
💵 161,79 zł (7 zł napiwków)
💰 30 zł na godzinę
🛒 13 dostaw / 72 km
🍔 Wolt / Uber / Bolt

Wiosna pełną gębą! Czuć ją było w powietrzu – dosłownie. Ten zapach, to ciepło, ta lekkość… aż chciało się wyjść z domu. Termometr pokazywał 16 stopni i oczywiście pojawił się klasyczny dylemat: jak się ubrać? Długo się zastanawiałam, bo jak za ciepło – spocę się, jak za cienko – zmarznę. W końcu postawiłam na lżejszą opcję i… bingo, trafiłam idealnie.

Zrezygnowałam z kalesonów, wzięłam lżejszą kurtkę i cieńszą czapkę. Zimowe, ocieplane buty okazały się jedynym błędem – w stopy było zdecydowanie za ciepło. W trakcie jazdy kurtka też poleciała na bagażnik.

Było sporo wrażeń, małych przygód i w końcu – co najważniejsze – były zamówienia. Pierwsze wpadło z McDonalda na Uberze: 3 km za 9 zł… średnio, ale klient znajomy. Ostatnio u niego byłam, więc pamiętałam wszystko – numer bloku, mieszkania, piętro. Wtedy nie podał numeru mieszkania i musiałam do niego dzwonić, a dziś było jeszcze śmieszniej. Klienta nie było w mieszkaniu, dostałam wiadomość po ukraińsku, żebym zostawiła jedzenie u sąsiadów na dole. Myślę: okej, ale potrzebuję PIN-u. A on pisze: „czekam”. Schodzę na dół… a on sobie spokojnie siedzi u sąsiadów 😄

Na Wolcie zaliczyłam chwilowy brak zasięgu w bloku i zamówienie się nie przyjęło, ale na szczęście po chwili wyskoczyło dokładnie to samo i mogłam je potwierdzić. Wolt też ostatnio nie zachwyca stawkami – standard typu 3 km za 9 zł. Zawiozłam jedno zamówienie na Jagodno i już wracałam, gdy nagle wpadł kurs za 19 zł – około 6 km, z Jagodna do Dragon Boxa. Trasa przyjemna, ścieżka prosta, a na dodatek powrót dokładnie tam, gdzie wcześniej stałam, więc bez wahania pojechałam.

Po dostawie wydarzyła się bardzo ludzka sytuacja. Zobaczyłam starszą kobietę, która powoli schodziła po schodach z chodzikiem. Zapytałam, czy pomóc. Mówiła po ukraińsku (albo czymś bardzo zbliżonym), niewiele rozumiałam, ale po chwili się dogadałyśmy. Zniosłam jej chodzik, ona zeszła, trzymając się poręczy. Coś tłumaczyła o składaniu rączek w chodziku – kompletnie nie wiedziałam, o co chodzi, ale metodą prób i błędów jakoś się udało.

Chwilę później, jadąc ścieżką rowerową, widzę kolejną starszą panią z chodzikiem… idącą po ścieżce rowerowej na jezdni. Zwróciłam uwagę – spokojnie i z troską, że chodnik jest obok, bo bałam się, że ktoś ją potrąci. A ona z uśmiechem mówi, że wie, ale na chodniku kostka tak nią trzęsie, że nie jest w stanie tam iść. Przeprosiła, ja powiedziałam, że nie ma absolutnie problemu. Zrobiło mi się trochę głupio, że zwróciłam uwagę, ale intencja była dobra, a kobieta okazała się bardzo miła. Szkoda mi starszych ludzi i jeśli tylko mogę, zawsze pomagam.

Odezwał się nawet Bolt – oczywiście z sushi, bo praktycznie tylko tam Bolt coś daje w mojej okolicy. Plus za nowość: potwierdzanie odbioru kodem PIN, tak jak w Uberze. To akurat dobra zmiana.

Na sam koniec stałam jeszcze chwilę, licząc, że przed zachodem słońca wpadnie coś sensownego. Już miałam wracać do domu, gdy Uber rzucił kurs: 10 km za 22 zł – Burger King na Bielanach, a dostawa praktycznie pod mój dom. Skoro i tak miałam wracać, to czemu nie. Mało płatne, ale przy takiej pogodzie i zachodzie słońca była to czysta przyjemność.

Podsumowując: jak na tak ciepły, wiosenny dzień – kwota całkiem przyzwoita. Jestem zadowolona. 72 km, 5,5 godziny jazdy. Dzień coraz dłuższy, cieplejszy, więc można sobie na to pozwolić.

Wracając, zahaczyłam jeszcze o Żabkę po bułki. Przy kasie przede mną stała mała dziewczynka, kupowała dwa żelki – te małe hamburgerki. Dała sprzedawcy 2 zł, a on mówi, że brakuje 40 groszy. Dziewczynka nie miała. Bez zastanowienia powiedziałam, że zapłacę za nią. Chyba nie do końca zrozumiała, bo stwierdziła, że w takim razie weźmie tylko jednego żelka. Sprzedawca powiedział, że oba są jej – że dostała w prezencie.

To tylko 40 groszy, ale nawet gdyby brakowało kilku złotych, też bym dołożyła. Szkoda mi takich maluchów, które za ciężko uzbierane drobniaki chcą kupić sobie jakąś małą słodycz. Sama byłam dzieckiem i pamiętam chodzenie do sklepu po dosłownie jeden cukierek, bo nie było mnie stać na więcej. Fajnie, że mogłam komuś pomóc.

Na trasie można spotkać bardzo dużo dobra, ale i sporo złego. Ludzie mają różne humory, charaktery, bywają w gorszych momentach życia. Nie zawsze jest kolorowo, ale takie drobne, ludzkie sytuacje potrafią naprawdę poprawić dzień 💛

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *