Żegnaj Glovo

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 5.5 godzin
💵 167,35 zł (5 zł napiwku)
💰 30 zł na godzinę
🛒 10 dostaw / 55 km
🍔 Wolt / Uber / Glovo
Dziś to był naprawdę bardzo ciężki dzień na delivery.
Od początku wszystko szło pod górę.
Zamówień było jak na lekarstwo. Ciągłe czekanie, długie przerwy bez żadnego sygnału z aplikacji, a do tego temperatura na minusie i solidny mróz. Ubrałam się jeszcze cieplej niż zwykle, warstwa na warstwie, a i tak zimno dawało się we znaki.
Wzięłam blok na Glovo. Stałam prawie pół godziny na mrozie, licząc, że w końcu coś wpadnie. Nic. Cisza. Zero zamówień. Dopiero pod sam koniec wpadło jedno – zrobiłam je, oddałam zakupy i… wtedy zobaczyłam komunikat, który mnie totalnie zamurował:
„Twoje konto w Glovo zostało zablokowane”
Zrobiłam oczy jak 5 zł i kompletne niedowierzanie.
Jak to zablokowane? Za co? Bez ostrzeżenia, bez wyjaśnienia, bez żadnego powodu.
To ja stoję na mrozie.
To ja wożę ciężkie zakupy, po których plecy bolą jeszcze przez kilka dni.
To ja nie odpalam innych aplikacji, tylko grzecznie czekam w bloku, marnując swój czas.
A w zamian dostaję… blokadę konta?
Przez to całe czekanie musiałam zostać dłużej w trasie, jeździć po zmroku, bo wcześniej zarobiłam dosłownie nic sensownego. A przecież jeżdżę normalnie, dostarczam wzorowo, bez kombinowania. Napisałam do Glovo i czekam na wyjaśnienie, bo nie było żadnego logicznego powodu, żeby mnie blokować.
Wolt też dziś nie rozpieszczał, a Uber co jakiś czas coś rzucił – dzięki temu chociaż udało mi się zrobić questa. Na Wolcie trafiły mi się mega ciężkie zakupy i szczerze? Na zwykłym rowerze bym chyba poległa. Dobrze, że elektryk dał radę.
Cała ta sytuacja z Glovo sprawiła, że jeździłam wkurzona i rozkojarzona, trudno było się w pełni skupić na drodze, a to przecież najgorsze, co może się zdarzyć na rowerze w mieście.
Dopiero wieczorem trochę podgoniłam, bo początek dnia to była po prostu tragedia.
Zmarznięta, zmęczona, wracałam już po ciemku.
Wymęczyłam te niecałe 170 zł – dosłownie wywalczone.
Było ciężko. Bardzo.
