Znalezione monety, krzyczący ochroniarz i adres widmo

🌇 Wrocław
🚲 E-bike
⌚ 6 godzin
💵 201,24 zł (20 zł napiwku)
💰 33 zł na godzinę
🛒 14 dostaw / 68 km
🍔 Wolt / Uber
Dziś dzień pełen wrażeń i niespodzianek.
Zaczęło się już na samym starcie – dosłownie kilka metrów od domu zobaczyłam na chodniku 5 zł, podnoszę, a obok leży kolejne 5 zł. Mały bonus na dobry początek dnia, a stojący obok kierowca z auta patrzył na mnie z wyraźną zazdrością 😄
Pogoda zrobiła dziś psikusa – było za ciepło jak na zimową kurtkę, więc przez pierwszą część dnia jeździłam lekko przegrzana, ale wiedziałam, że wieczorem temperatura spadnie i faktycznie później zrobiło się już chłodno. Do standardów dnia należało też czekanie – w McDonald’s i Auchan łącznie uzbierało się około pół godziny stania, więc trochę czasu uciekło.
Jedna z tras zaprowadziła mnie aż na Brochów – daleko, miejscami pod górę, w trudniejszym terenie, a do tego powrót na pusto. Sporo siły to kosztowało, zwłaszcza przy cięższym rowerze.
Największa „akcja” wydarzyła się jednak na zamkniętym osiedlu. Wjeżdżam przez szlaban, a tu nagle wyskakuje ochroniarz i z krzykiem zaczyna mnie zatrzymywać: że rowerem nie wolno, że dostawcy mają zakaz, że takie jest rozporządzenie osiedla i policji, że jakiś kurier ktoś potrącił dziecko na placu zabaw. Zaskoczył mnie kompletnie ten ton rozmowy. Spokojnie tłumaczę, że jeżdżę ostrożnie i powoli, że nie każdy kurier jeździ jak szalony. Okazało się, że dziecku nic poważnego się nie stało, ale od teraz obowiązuje zasada zostawiania roweru i dalszej drogi pieszo. Zostawiłam więc rower i kawałek przeszłam z zamówieniem. Szkoda tylko, że nie dało się tego powiedzieć spokojniej – trochę niesmak został.
Później trafiło się podwójne zamówienie idealnie w kierunku domu, więc już byłam zadowolona, że końcówka dnia ułoży się wygodnie. Pierwszą dostawę zawiozłam do szpitala, a przy drugiej zaczęła się kolejna przygoda. Aplikacja pokazała ulicę niby niedaleko mojego domu, ale po dojechaniu okazało się, że nie ma tam ani takiej ulicy, ani numeru. Nawet ręczne wpisanie w mapie prowadziło w złe miejsce. Zadzwoniłam do klienta – bardzo przepraszał, bo zaznaczył źle pinezkę. Powiedział, że jeśli dowiozę zamówienie, to wynagrodzi mi to napiwkiem.
Miałam do niego około 5 km, więc pojechałam. Klient faktycznie dotrzymał słowa – 20 zł napiwku i jeszcze raz długie przeprosiny. Miły akcent na koniec.
Na sam finał wpadło jeszcze ostatnie zamówienie blisko domu i tak zakończyłam dzień z wynikiem około 200 zł – a jeszcze kilka godzin wcześniej byłam przekonana, że nawet stówki nie uzbieram, bo kursy były raczej słabo płatne.
Taki dzień: trochę szczęścia na chodniku, trochę nerwów na trasie i niespodziewanie dobry finał 🚴♀️
